Chorwacja – w poszukiwaniu słońca :)

Tego nie planowaliśmy, a przynajmniej nie podczas tegorocznej majówki. Jak już jednak wiecie, pogoda podczas pobytu na Słowenii nie co dzień była dla nas łaskawa. Trochę szkoda, bo planów mieliśmy naprawdę dużo, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Na Słowenię na pewno wrócimy, a tym razem jedziemy poszukać słońca w pobliskiej Chorwacji. Choć na jeden dzień, na kilka godzin 😀

gdzie jutro zaświeci słońce?

Wieczorem siedzimy i rozkminiamy pogodę. Źle to wygląda. W całej Słowenii deszcz, deszcz ze śniegiem, a nawet śnieg. Nie tak chcieliśmy spędzić tą majówkę. Tegoroczna wiosna nie była ani ciepła, ani ładna, więc takich warunków mamy już po kokardę. Chcemy słoneczka, albo chociaż żeby nie lało. Widzimy jeden jedyny, obiecujący punkcik na mapie. 22 stopnie i słońce – o to nam chodzi. Do pokonania mamy tylko 250 km. Trzy godziny w samochodzie i jesteśmy w słonecznym raju. Co to dla nas? 🙂 Postanowione – rano się pakujemy i jedziemy na Chorwację!

cel – pula 🙂

Coś tam kiedyś czytałam o tym miasteczku, ale w sumie to niewiele pamiętam. Łukaszowi wszystko jedno, czy jest tam coś do zwiedzania, byle było słońce. Jest już późno, nie ma czasu studiować internetów. Tym razem pojedziemy nieprzygotowani. Jak nie my:) Kto mnie zna, ten wie, że nigdzie nie ruszam się bez dokładnej analizy mapy 🙂 Tym razem robimy wyjątek. Ahoj przygodo 🙂

Podróż mija nam w ciągłym deszczu. Leon i Bella mają to kompletnie w nosie i całą drogę śpią na tylnej kanapie. No może prawie całą drogę 😉 Przekraczając granicę okazujemy dowody, wtedy budzą się i drą mordy po celniku 🙂 Nie dało się Futrzaków nie zauważyć, ale mimo to nikt nas nie prosi o ich dokumenty. Pamiętajcie jednak o tym, że trzeba się przygotować i psie paszporty mieć pod ręką w razie ewentualnej kontroli.

Czym bliżej celu tym większa nasza depresja. Nad nami wciąż czarne chmury i co kilka minut ulewnie pada deszcz. Marzymy o tym, by pogoda nie spłatała nam figla. Dopiero kilka kilometrów przed Pulą wychodzi słońce. Początkowo niepewnie, ale jednak. Dojeżdżamy na miejsce, wychodzimy z samochodu i uderza nas gorąco. 3 godziny temu w Bled było 3 stopnie, więc jesteśmy solidnie poubierani. Zdejmujemy bluzy, a kurtki na wszelki wypadek pakujemy do plecaka. Idziemy zobaczyć co fajnego to miasteczko ma do zaoferowania.

chorwacki rzym

No kurde, całkiem tu ładnie 😀 Pula to najstarsze miasto na wschodnim wybrzeżu Adriatyku i zachowało się tu kilka zabytków, pochodzących z czasów panowania Imperium Rzymskiego. Tworzy to niepowtarzalny klimat tego miejsca.

W pierwszej kolejności trafiamy na główny i najstarszy plac w mieście – Forum. Wokół znajdziemy zarówno urokliwe knajpki, jak i cenne zabytki. Jednym z nich z pewnością jest Świątynia Augusta. Budowla powstała na przełomie tysiącleci, pomiędzy  2 r. p.n.e. a 14 r. n.e. Na nas zrobiła naprawdę duże wrażenie 🙂 Obecnie w środku znajduje się muzeum, w którym można obejrzeć kolekcję kamiennych rzeźb. My robimy jedynie solidną sesję zdjęciową na zewnątrz Świątyni, na zwiedzanie wnętrza się nie decydujemy.

Obok stoi piękny Ratusz, który został wzniesiony w XIII w. Do dziś służy jako siedziba administracyjna miasta, ale również wspaniale zdobi ryneczek.

Naprawdę zaczyna się nam coraz bardziej podobać. Spacerując dalej między uliczkami trafiamy na znak wskazujący drogę do twierdzy. Bez wahania kierujemy się za drogowskazem pod górę. Twierdza mieści się na najwyższym wzniesieniu w mieście, więc z jej murów wspaniale widać okolicę. Wewnątrz znajduje się muzeum historyczne, którego tradycyjnie nie zwiedzamy. Zresztą jest tam wyraźny zakaz wejścia ze zwierzętami, więc wiele osób z pieskami siedzi w cieniu drzew przed wejściem i czeka na zwiedzających współtowarzyszy. Spotykamy tu m.in psią parkę beagle & basset. Leon i Bella nawiązują więc nowe znajomości 🙂

Obok murów twierdzy widzimy wąską ścieżkę. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie zbadali dokąd prowadzi 🙂 Tym sposobem trafiamy na fajny, trochę dziki punkt widokowy, gdzie robimy sobie krótką przerwę. Wyciągamy z plecaka termos z kawą i upieczone rano bułeczki z domowym dżemem. Pieski piją wodę, po czym zasypiają w cieniu. Odpoczywając, oglądamy miasto z góry i dostrzegamy budowlę, wyglądającą z daleka jak rzymskie Koloseum. Już wiemy, w którym kierunku dalej zmierzać 🙂

Po drodze, trochę przez przypadek, trafiamy na najstarszy zachowany zabytek architektury rzymskiej w Puli – Bramę Herkulesa. Swoją nazwę brama ta zawdzięcza antycznemu opiekunowi miasta. Ponad nią wyrzeźbione są głowa i maczuga Herkulesa.

W końcu dochodzimy do amfiteatru. Bez wątpienia jest to jedna z największych atrakcji miasta, co potwierdza również ilość turystów w okolicy. Miejsce popularnie zwie się Areną, wewnątrz której w starożytnych czasach odbywały się walki gladiatorów. Jest to szósta pod względem wielkości tego typu budowla na świecie. W czasach swojej świetności mogła pomieścić ok. 23 tys. osób. Obecnie amfiteatr służy jako miejsce koncertów i innych wydarzeń kulturalnych. Samą budowlę szpecą jedynie zaparkowane w pobliżu samochody i bliskość głównej, ruchliwej ulicy w mieście. Jakoś tak trochę mi to nie współgra, ale może się czepiam…

ZARAZ, ZARAZ… A GDZIE TU JEST MORZE?

Dobra, trzeba przyznać, że Pula zrobiła na nas wrażenie. Dosyć jednak tego zwiedzania i łażenia, gdzie jest morze ja się pytam??? Gdzieś tam jakąś wodę było widać, ale plaży to w tym mieście chyba nie ma. Żar leje się z nieba, cała nasza czwórka marzy już tylko o chwili lenistwa. Włączamy wujka google i namierzamy małą plażę nad zatoką, do której pieszo mamy dojść w 45 min. No nic, kawał drogi, ale nie zamierzamy rezygnować z tego pomysłu. Kupujemy zimne piwo, ładujemy je do plecaka i w drogę. Po drodze gubimy się kilka razy, więc dopiero po jakiejś godzinie docieramy na miejsce. Wtedy zrozumieliśmy, jaką głupotą było iść tu pieszo. Przecież trzeba będzie jeszcze wrócić do centrum po auto 😀 Tym bardziej, że jesteśmy tu przed sezonem, a wokół plaży jest pełno miejsca do bezpłatnego parkowania.

Jesteśmy na Valsaline Beach, gdzie o tej porze roku nie spotkaliśmy się z żadnym zakazem dotyczącym wprowadzania zwierząt. Plaża wydaje się być raczej kameralna. Położona jest nad niewielką zatoką, głównie żwirowa, więc warto dla bardziej wrażliwych psich łapek wyposażyć się w buciki. Miejsca do opalania nie brakuje też na betonowych pomostach, na trawie czy na kamiennych głazach wzdłuż brzegu. W sezonie działa tu restauracja, bar na plaży i mały park wodny. Póki co – cisza i spokój. Nasze Futrzaki chętnie skorzystały z możliwości kąpieli. Nawet Bella, która dotychczas za pluskaniem w morzu nie przepadała. Co się dziwić, woda miała 16°C, więc przyjemnie chłodziła rozgrzane futerka.

To była nasza pierwsza wizyta w Chorwacji wiec oboje z Łukaszem byliśmy zachwyceni czystością i kolorem wody. Z pewnością w te okolice wrócimy, ale zdecydowanie na dłuższy wypoczynek. Półwysep Istria wydaje się naprawdę fajnym pomysłem na spędzenie urlopu 🙂

No to co, jedziecie na chorwację?

Tak naprawdę widzieliśmy niewiele, a na Chorwacji spędziliśmy jedynie pół dnia. Nie uznajemy siebie za ekspertów, więc jeśli nie mamy racji – poprawcie nas.

  • Chorwacja wydaje się być dość tania. Przynajmniej w porównaniu z drożyzną na Słowenii. Począwszy od noclegów, poprzez parking, zakup pamiątek, po piwo czy lody – wszystko mamy naprawdę znacząco taniej niż w pobliskiej Słowenii. Z pewnością jest to jeden z powodów, dla których nasi rodacy masowo co roku wyjeżdżają tu na wczasy.
  • Jest naprawdę blisko! To ogromny atut, szczególnie jeśli mieszkacie na południu Polski, tak jak my. Z Tychów do Puli jest jakieś 950 km,  które można pokonać w mniej niż 10 godz jazdy samochodem. Trasa wiedzie głównie po autostradach, a widoki po drodze są bardzo zróżnicowane i ciekawe. Jest czym nacieszyć oczy.
  • Do kosztu paliwa trzeba doliczyć koszt winiety. Najpopularniejsza droga wiedzie przez Czechy, Austrię i Słowenię – w każdym z tych Państw taką winietę trzeba posiadać. W Chorwacji za autostradę płacimy tak jak w Polsce, na bramkach. Wjeżdżając bierzemy bilecik, przy wyjeździe płacimy za przebyty odcinek. Płatność możliwa jest gotówką w lokalnych kunach lub w euro, ewentualnie kartą płatniczą. Przy płatności w euro trzeba pamiętać, że przelicznik będzie mało korzystny, a kasjerka i tak zapewne wyda Wam resztę w kunach.
  • Chorwacja leży poza strefą Schengen, więc na granicy trzeba okazać dokumenty : dowód osobisty lub paszport. Pamiętajcie o paszportach da zwierzaków – naszych nie sprawdzali, ale z pewnością wyrywkowo dokonują takich kontroli. Brak dokumentów może się wiązać z odmową wjazdu na terytorium kraju! W sezonie na granicy, jak i na bramkach na autostradzie bywają spore korki.
  • Pieski mile widziane 🙂 Jedyny zakaz z jakim się spotkaliśmy, widniał przy wejściu do twierdzy. Poza tym żadnych tabliczek z zakazami czy innych takich. Nawet w fontannie pieski mogły się spokojnie pluskać. W okolicy Puli bez problemu znajdziecie też plaże, na które swobodnie wejdziecie z czworonożnym przyjacielem, wystarczy wygooglować 😀

życzymy mIŁEGO WYPOCZYNKU 🙂

Mamy nadzieje, że nasze zdjęcia wystarczająco zachęciły Was do odwiedzenia Puli.

PS. Dajcie koniecznie znać jak było 🙂

 

 

 

Jedna myśl w temacie “Chorwacja – w poszukiwaniu słońca :)”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *