Beskid Śląski – Skrzyczne na 4 łapach

Propozycja sympatycznej górskiej "pętelki"

Skrzyczne to najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego. Mierzy 1257 m n.p.m. Z naszego mieszkania, a właściwie balkonu 🙂 , doskonale widać jego górującą nad okolicznymi dolinami sylwetkę. Odległość w linii prostej to ok. 50 km.

Na szczycie stoi schronisko i zawsze jest bardzo dużo ludzi, a dzieje się tak przede wszystkim za sprawą kursującej tu dwuetapowej kolejki krzesełkowej ze Szczyrku. Większość pieszych turystów również rozpoczyna wędrówkę w tej znanej mieścinie. My jednak, jak już wiecie, nie znosimy tłumów, więc wybieramy mniej obleganą trasę, do której przejścia chcielibyśmy dzisiaj Was zachęcić 🙂

Na początek spacer Doliną Zimnika.

Nasza trasa rozpoczyna się we wsi Lipowa-Ostre. Na końcu drogi dojazdowej, zaraz za Hotelem Zimnik, znajduje się bezpłatny parking. Jest czerwcowy weekend, więc już ok. 8:00 jest tam sporo samochodów, ale bez większego problemu udaje się nam zaparkować auto. Postanawiamy naszą wędrówkę rozpocząć żółtym szlakiem, biegnącym przez Dolinę Zimnika w stronę Malinowskiej Skały. Początkowy etap trasy wiedzie nas asfaltem. Znacznie przyjemniej w naszej ocenie zacząć w tym właśnie kierunku, ponieważ asfalt na sam koniec trasy potrafi nieco dobić zarówno zmęczone stopy jak i psie łapki. Rano wędruje się tędy dosyć przyjemnie. Nie ma dużo ludzi, a po drodze psiaki mogą skorzystać z kąpieli w rzeczce. Droga prowadzi przez las, a my mamy dziś towarzystwo, więc czas ucieka nam błyskawicznie.

Wspinaczka na Malinowską Skałę.

Ostatnia godzina trasy wyprowadza nas już bardziej stromo pod górkę. Czym wyżej jesteśmy, tym bardziej widoczna staje się dla nas Malinowska Skała, nasz pierwszy dzisiejszy cel. Droga usłana jest małymi kamyczkami, więc trzeba uważać, żeby się nie potknąć i nie przewrócić. Poza tym idzie się przyjemnie, jednak trzeba pamiętać, że momentami nie ma gdzie uciec przed słońcem. W ciepły dzień koniecznie trzeba mieć ze sobą spory zapas wody, również dla czworonogów. Na szczęście co jakiś czas jest też gdzie odsapnąć w cieniu. Nigdzie się dziś nie spieszymy, więc raz za razem korzystamy z tej sposobności 🙂

Po ok. 2 godzinach od wyjścia z parkingu, docieramy na główny grzbiet, gdzie szlak zmienia kolor na zielony. Do Malinowskiej Skały zostało nam dosłownie kilka minut drogi. Psiaki znajdują tu kałużę z wodą, postanawiamy więc dać im chwilę odpocząć i schłodzić futerka, zanim ruszymy w dalszą drogę.

Malinowska Skała 1152 m n.p.m.

Malinowska Skała to od stosunkowo niedawna wspaniały punkt widokowy na Beskid Śląski i Żywiecki. Od niedawna, ponieważ niegdyś ta znana wychodnia skalna była całkowicie zalesiona. Na przestrzeni ostatnich lat bardzo zmienił się jednak otaczający ją krajobraz. Przyczyn tego zjawiska jest wiele. Początkowo uważano, że las zanika przez zanieczyszczenie środowiska znad Górnego Śląska, jednak okazało się, że przyczyny tego zjawiska tkwią znacznie głębiej. Już w XIX w. zaczęto tu wycinkę liściastego lasu na potrzeby przemysłu, a w zamian nasadzono drzewa iglaste, głównie świerki. Te początkowo przyjmowały się dobrze, jednak sadzonki pochodzące z upraw w dolinach nie były w stanie w pełni przystosować się do bardziej surowego, górskiego klimatu. Posunęło to za sobą całą lawinę konsekwencji. Począwszy od tego, że w wyniku tych działań, została mocno zakwaszona gleba, przez co drzewa w końcu zostały zaatakowane przez grzyby. To było powodem rozkładu i gnicia znacznej ilości systemów korzeniowych. Istny raj dla korników! Dodajmy do tego suszę, zanieczyszczenie środowiska oraz silne wiatry wiejące w wyższych partiach gór i mamy przepis na prawdziwą katastrofę ekologiczną. Sami zobaczcie, jak ta okolica zmieniała się na przestrzeni lat.

Obecnie sytuacja wygląda na opanowaną, a dzięki ciągłej pracy leśników jest szansa, że za jakieś kilkadziesiąt lat, powróci w to miejsce dojrzały i piękny las. Póki co Malinowska Skała służy jako piękny punkt widokowy. Panorama z pewnością zapada w pamięci na długo.

Tego dnia na szczycie wiał bardzo silny wiatr, jednak postanowiliśmy mimo to zrobić sobie przerwę na drugie śniadanie. Dobrze, że mamy ze sobą ciepłą herbatę 🙂 Chowamy się przed wiatrem za skałką i delektujemy oczy naprawdę przyjemnym widokiem. Futrzaki odpoczywają razem z nami. Wyobrażam sobie jak ładnie tu musi być o zachodzie słońca i od razu w głowie rodzi się kolejny plan wizyty w tym miejscu 🙂

Spacerkiem na Skrzyczne przez Małe Skrzyczne.

Posileni kierujemy się w stronę najwyższego szczytu Beskidu Śląskiego. Wg. znaku wędrówka zajmie nam jeszcze 1,5 godziny. Skrzyczne mierzy 1257 m n.p.m. i należy do Korony Gór Polskich. Wierzchołek tej góry jest bardzo charakterystyczny, ponieważ od 1992 roku na szczycie stoi pokaźnych rozmiarów nadajnik radiowo-telewizyjny. Cel naszej wędrówki jest zatem widoczny z daleka.

Na szlaku jest naprawdę dużo ludzi.  Droga jest bardzo wygodna i odpowiednia również dla turystów z dziećmi. Dużo osób jeździ tu jednak na rowerach, więc trzeba bardzo uważać i mieć oczy dookoła głowy.  Większość z nich jest bardzo ostrożna, ale jak wszędzie i tu wariatów nie brakuje. Futrzaki obowiązkowo prowadzimy na smyczy, nawet te najgrzeczniejsze!

Po drodze mijamy jeszcze szczyt Małego Skrzycznego – 1211 m n.p.m. Stoi tutaj górna stacja wyciągu, który zimą wchodzi w skład jednego z największych ośrodków narciarskich w Polce – Szczyrk Mountain Resort. Jakieś 200 m. poniżej szczytu, na Hali Skrzyczeńskiej, mieści się również górna stacja 10-osobowej kolejki gondolowej, która bardzo chętnie na swój pokład zabiera zwierzęta. I to całkowicie bezpłatnie! Jeśli macie ochotę ułatwić sobie wędrówkę, to wrzucam link do ich stronki.

My idziemy dalej. Do szczytu zostało nam tylko pół godziny.  Po drodze raz za razem mijamy pokaźnych rozmiarów kałuże, pozostałość po niedawnych deszczach. Raj dla naszych psów. Słoneczko przyświeca dość mocno, więc nie ma się co dziwić, że postanowiły sobie urządzić tu SPA 🙂

Kawałek dalej otwiera się przed nami wspaniała panorama na Beskid Żywiecki. Dobrą chwilę rozkminiamy która góra to Pilsko, a która Babia. W sumie nie wiem dlaczego, chyba słoneczko przygrzało za mocno, a obraz w okularach słonecznych jakoś mi się rozmył. Patrząc teraz na zdjęcia nie mam już żadnych wątpliwości 😀 Ale przyznaję się bez bicia – pierwszy raz wzięłam Pilsko za Babią – no wstyd 🙂

Najwyższy punkt programu - Skrzyczne.

Zbliżamy się do szczytu. Przed nami już tylko kilka chwil w lasku i wychodzimy wprost pod schronisko. Ludzi tu jak mrówek, a już gołym okiem widać, że większość tych osób dotarła na szczyt kolejką krzesełkową. Jeśli chcecie iść na łatwiznę, proszę bardzo. Na kolejkę również możecie wejść z pieskiem, ale na własną odpowiedzialność. Pamiętajcie, że to jednak nie jest zamknięta kabina, tylko krzesełka, a po drodze na szczyt przyjdzie Wam się jeszcze przesiąść w połowie jazdy. Nasze Futrzaki korzystały już z takich atrakcji i nie było żadnych problemów, ale niech każdy z Was indywidualnie oceni, czy jego Przyjaciel da radę przetrwać taką podróż bez ataku paniki. Za psi bilet tutaj również nic nie płacimy. Zainteresowanym wklejam link do strony gdzie znajdziecie aktualny cennik i godziny kursowania kolejki.

Postanawiamy urządzić sobie dłuższą przerwę obok schroniska. Jest to bardzo przyjazny czworonogom obiekt, więc jeśli będziecie chcieli wybrać się tu na nocleg, wrzucam bezpośredni odnośnik do ich strony.

Rozbijamy się na trawce i łapiemy troszkę słońca. Wieje przyjemny wiatr i nie ma upału, więc zarówno dla nas jak i dla Futrzaków są to idealne warunki. Kupujemy zimne piwko w schronisku, a potem leżymy i resetujemy myśli. Czasem tylko mały Bartek coś powie, albo pies zaszczeka, ale głównie spędzamy ten czas w ciszy. Nawet ludzie wokół nam nie przeszkadzają, a nie często udaje się nam aż tak wyłączyć.

Na koniec robimy sobie jeszcze pamiątkowe zdjęcia. W duchu myślę, że naprawdę bardzo lubię to miejsce. Najpiękniej jest zdecydowanie jesienią, gdy wieczorami zapada tu prawdziwa cisza, a na szlakach jest znacznie mniej ludzi, ale dziś też było fajnie, naprawdę.

Powrót niebieskim szlakiem. 

Do samochodu wracamy niebieskim szlakiem. Droga początkowo prowadzi dość mocno w dół po luźnych kamieniach,więc trzeba patrzeć pod nogi,by się nie przewrócić. Aż szkoda, bo widok przed nami jest naprawdę bardzo przyjemny. Jest spokojnie, a na szlaku jest naprawdę niewielu turystów. Spokojnym tempem do samochodu dochodzimy w niecałe 2 godzinki, a po drodze zaliczamy jeszcze krótki postój na uzupełnienie płynów.
Aż żal wracać do domu.

Bo w Beskidach "nic nie ma" - no kurde, nieprawda! 

No dobra, może to nie są Tatry, więc nie spodziewajcie się tu jakiś mega spektakularnych widoków. Beskid Śląski to jednak w większości niewielkie górki, ale dzięki temu są idealne dla tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z górskim łazikowaniem. Nie zdziwcie się jednak, że pomimo braku technicznych trudności, kondycyjnie te góry też potrafią dać nieźle w kość 🙂 Tu zbocza są w większości zalesione, a widoki rozpoczynają się dopiero w okolicy partii szczytowych. Ale i tak jest pięknie, naprawdę. Pamiętajcie, że ma to swoje niewątpliwe zalety, większość trasy pokonujemy w cieniu drzew, co latem ma dość duże znaczenie.

Skrzyczne, jako najwyższy szczyt w okolicy, cieszy się naprawdę dużą popularnością. Prowadzi tu wiele szlaków, a my z racji bliskości, przeszliśmy je już wszystkie i to po kilka razy 🙂 Zdecydowanie najfajniejsza opcja to opisana powyżej pętelka z Ostrego, do której przejścia zdecydowanie Was zachęcamy.

Kto wie, może spotkamy się kiedyś jesienią na Malinowskiej Skale o zachodzie słońca? 😀

Jeśli macie ochotę na więcej wpadnijcie też poczytać opis trasy na Jałowiec 🙂

Beskid Żywiecki – Jałowiec 1111 m. n.p.m

Przyjemnej wędrówki i do zobaczenia na szlaku!