Beskid Żywiecki – Pilsko 1557 m n.p.m.

BURZOWE PROGNOZY POGODY

Burza w górach to naprawdę nic fajnego. Nie chodzimy po górach od wczoraj i już kilka razy przeżyliśmy taką konkretną. Za którymś tam razem przestałam się łudzić, że „może przejdzie bokiem”. Przed wyjściem w góry zawsze sprawdzam radary burzowe, które zwykle mnie nie zawodzą. Nie ryzykuję. Czasem lepiej zmienić plany, co w obliczu tegorocznych wydarzeń na Giewoncie, polecam rozważyć każdemu. Zdrowie i życie jest zdecydowanie zbyt cenne, by je tak głupio stracić.

Do rzeczy. Plan na ten dzień mieliśmy zupełnie inny. Rano, gdy Łukasz pakował plecaki, ja postanowiłam ponownie sprawdzić pogodę. No i całe szczęście, bo w prognozach pojawiły się burze już w okolicach godzin południowych. Szybko postanowiliśmy zatem dostosować swoje plany do niepewnej pogody. Zamiast całodziennej wędrówki po graniach, wybieramy trasę, która prowadzi w pobliżu górskiego schroniska.

Szybka decyzja – jedziemy na Pilsko.

Pilsko to drugi pod względem wysokości (zaraz po Babiej Górze) beskidzki szczyt. Od lat zresztą bardzo przez nas lubiany. Ostatnio, dokładnie taką samą pętelkę jaką mamy dziś w planie, przeszliśmy ze dwa lata temu. Uznaliśmy, że to świetna okazja by wrócić w te rejony. Tym bardziej, że nieco poniżej szczytu funkcjonuje duże schronisko, w którym w razie załamania pogody będziemy mogli przeczekać.

kORBIELÓW – GRANICA ZE SŁOWACJĄ

Nasza trasa rozpoczyna się na Przełęczy Glinne, która stanowi granicę ze Słowacją. Na przełęczy mieści się parking, który zawsze był bezpłatny, jednak od tego roku pobierana jest tu drobna opłata za postój – 8 zł. za cały dzień. Startujemy z tego miejsca po godzinie ósmej rano. Początek trasy prowadzi asfaltową drogą po słowackiej stronie granicy, aż do rozdroża Biela Farma. To jakieś 45 min. żwawego marszu. Na rozdrożu zmieniamy kolor szlaku na niebieski,  Przez dłuższy czas nadal wędrujemy asfaltem, ale coraz bardziej oddalamy się od głównej drogi, coraz dalej w las. Za plecami co jakiś czas pojawia się świetny widok na Babią Górę. Aż zatęskniliśmy 🙂

Wreszcie dochodzimy do miejsca, gdzie ścieżka zaczyna się wyraźniej piąć w górę. Przedtem robimy sobie przerwę na śniadanie. Cisza, spokój, zero ludzi. To lubimy 🙂

mozolnie pod górę

Wyraźnie nabieramy wysokości. Można się konkretnie zasapać, tym bardziej, że dzień staje się coraz bardziej gorący. Na szczęście w dużej mierze idziemy przez las, więc jest się gdzie schować przed słoneczkiem. Wciąż jesteśmy zaskoczeni brakiem turystów. Od samego rana nie spotkaliśmy na szlaku żywej duszy. Po drodze za to mijamy mnóstwo jagodowych krzaczków, więc co jakiś czas robimy przerwę na ich zbieranie i konsumpcję. Mniam 🙂

Wreszcie dochodzimy do miejsca, gdzie szlak zmienia kolor na zielony. Drogowskaz wskazuje, że zostało nam jeszcze 25 minut marszu. Po raz setny zatrzymujemy się, by dać Futrzakom wody. Na szczęście ścieżka staje się wyraźnie mniej stroma przez co dość szybko wyprowadza nas bezpośrednio na wyższy, słowacki wierzchołek Pilska.

Pilsko 1557 m n.p.m

No i jesteśmy 🙂

Po drodze robiliśmy sporo przystanków, więc jest już prawie godzina trzynasta. Wyraźne widzimy, że zmienia się pogoda. Niebo staje się coraz bardziej zachmurzone i jest naprawdę parno. To zwiastuje nieuchronną burzę. Mam do tego nosa, uwierzcie mi. Żadne radary nie są nam właściwie potrzebne, bo ja burzy w górach boję się jak diabeł święconej wody, więc zawsze wyczuwam, kiedy nadejdzie.

Na szczycie po raz pierwszy tego dnia spotykamy innych turystów. Po prawie pięciu godzinach to całkiem miła odmiana 🙂 Większość przyszła tu z pobliskiej Hali Miziowej, gdzie stoi wspomniane już wcześniej schronisko. Całe szczęście, że sam szczyt jest dość rozległy, przez co nie mamy poczucia tłoku. Siadamy na trawce i delektujemy się widokami na okolicę. Futrzaki ucinają sobie krótką drzemkę, a my obserwujemy, jak z każdą chwilą niebo staje się coraz bardziej zachmurzone. Nie dane nam jest dziś napatrzeć się na nasze ukochane Tatry. Przy dobrej pogodzie widać je stąd doskonale, ale dzisiaj widoczność jest kiepska. Mimo wszystko jest pięknie. Sami zobaczcie 🙂

Idzie burza – trzeba wiać 😉

W powietrzu, z każdą minutą, coraz bardziej czuć zbliżające się nieuchronnie załamanie pogody. Po chwili docierają też do nas pierwsze dźwięki zbliżającej się burzy. No nic, trzeba się ewakuować. Na szczęście do Hali Miziowej jest stąd stosunkowo niedaleko. Zbiegamy po kamienistym zboczu jak najszybciej do schroniska, po drodze mijając spore ilości turystów, którzy nie zważając na nic pchają się do góry. Co gorsza, większość z nich to osoby zupełnie nieprzygotowane na zapowiadaną gwałtowną zmianę pogody. Nie zrozumcie mnie źle – też kiedyś chodziłam w góry w adidasach i z plecaczkiem, w którym była tylko butelka wody i czekolada. Nigdy jednak nie zrozumiem, jak można świadomie podejmować ryzyko, by w odsłoniętym, wysoko położonym terenie, pchać się prosto w burzę. Co gorsza, ciągnąć ze sobą małe dzieci. W krótkim rękawie, w trampkach, bez kurtki… Zawsze w takich momentach zastanawiam się – w imię czego oni tam idą? Przecież góra stoi tam od wieków, poczeka, a zdrowia nikt im nie wróci!

schronisko na hali miziowej

No, obiektywna to ja nie będę, bo naprawdę lubię to miejsce. Za psiolubność, za sympatyczne warunki, za dobrą kuchnię i za czyste łazienki. Za wypas owiec, za mnogość szlaków turystycznych i za cudowne widoki. Za to, że to naprawdę duży obiekt, a nadal można się tam poczuć jak w kameralnym schronisku. Polecam na noclegi, jak i na krótką wizytę. Warto tu zajrzeć, bo to przecież najwyżej położone schronisko w polskich Beskidach. Leży na wysokości 1330 m n.p.m. i oferuje wspaniały widok na Babią Górę. Obiekt jest naprawdę duży. Znajduje się tu niemal 90 miejsc noclegowych w pokojach o zróżnicowanym standardzie. Jest czysto i wbrew pozorom naprawdę przytulnie. Nocleg z psem jest tu jak najbardziej możliwy, dopłacamy za pupila 15 zł/dobę. Uważam, że naprawdę warto zatrzymać się tu na dłużej. Wbrew pozorom panuje tu naprawdę rodzinna atmosfera. My na tym schronisku jeszcze nigdy się nie zawiedliśmy 🙂

Tym razem korzystamy tylko z bufetu, wpadając dosłownie chwilę przed burzą. Znajdujemy wolny stolik i siadamy w kąciku. Obserwujemy przez okno prawdziwe oberwanie chmury i solidną burzę z wyładowaniami. Zamawiamy piwko i zamierzamy spędzić tu co najmniej dwie najbliższe godziny. Właśnie tyle, według prognoz, ma trwać przejście frontu atmosferycznego. Jest dopiero godzina czternasta, nie musimy się nigdzie spieszyć. Bella i Leonek zasypiają zmęczeni pod stołem, a my gadamy o głupotach i cieszymy się, że zmieniliśmy plany na dzisiejszy dzień. W przeciwnym razie wcale nie byłoby nam teraz tak wesoło 🙂

Przez okno obserwujemy, jak przemoknięci turyści, których mijaliśmy,  zbiegają w stronę schroniska. Z dzieciakami na barana… 🙁 Nie będę tego komentować, bo szkoda stukania w klawiaturę… Strachu się pewnie najedli, ale żyją i nic im nie ma, a to najważniejsze.

A PO BURZY Będzie słońce?

W drogę powrotną postanawiamy wybrać się czerwonym szlakiem w stronę przełęczy Glinne. Gdy poniżej schroniska docieramy do granicy lasu, zaskakuje nas tablica ze znakiem Rezerwatu Przyrody i zakazem wprowadzania zwierząt (*przeczytaj ps. pod tekstem). Dałabym głowę, że ostatnio jej tu nie było… Wyciągam mapę i uspokajam sumienie: szlak turystyczny, wg. mojej mapy nie przechodzi przez obszar Rezerwatu, więc śmiało możemy iść dalej. Po drodze mijamy też Pana z dwoma kundelkami, więc zupełnie przestaję się przejmować.

Zejście zabrało nam nieco więcej czasu niż wskazywał szlak. Po deszczu było bardzo ślisko, a ten odcinek jest dość kamienisty, więc wskazana była większa ostrożność. Do samochodu docieramy już w słońcu, z postanowieniem, że musimy wrócić na Miziową w mroźny zimowy weekend. Ktoś chętny na wspólnego grzańca? 🙂

do zobaczenia na szlaku! 🙂

A jeśli szukacie więcej beskidzkich inspiracji to wpadajcie na:

Beskid Śląski – Skrzyczne na 4 łapach

lub:

Beskid Żywiecki – Jałowiec 1111 m. n.p.m

PS. Postanowiłam po powrocie skontaktować się z Nadleśnictwem Jeleśnia, w celu rozwiania swoich wątpliwości dotyczących wspomnianego Rezerwatu Przyrody "Pilsko". Pani, z którą prowadziłam korespondencję uświadomiła mnie, że czerwony szlak którym szliśmy, na krótkim odcinku przebiega jednak przez obszar Rezerwatu. Z udostępnionej mi mapy wynika, że przejście tego odcinka zajmuje najwyżej kilkanaście minut, jednak mimo to, mają tu zastosowanie ogólnokrajowe przepisy, zakazujące wprowadzania zwierząt na obszar ścisłej ochrony przyrody i nie przewiduje się tutaj żadnych odstępstw w tym temacie. Co ciekawe, wzdłuż Rezerwatu możecie śmiało wędrować szlakiem niebieskim na szczyt Pilska, gdyż jest to szlak graniczny i stosuje się na nim bardziej liberalne przepisy naszych sąsiadów. Ot, polskich absurdów niezliczona ilość :/ 

 

 

 

Kaszuby z psem – przepis na weekend idealny

SZUKASZ INSPIRACJI NA LENIWY WEEKEND?
MAM DLA CIEBIE GOTOWĄ RECEPTĘ 🙂 

Czasem człowiek (i pies) chce po prostu odpocząć. Nie biegać z wywieszonym jęzorem, nie zmęczyć się 🙂 , tylko zwyczajnie wyluzować. Robić nic i jednocześnie coś fajnego 🙂 Uciec od zgiełku miasta i się zresetować. Tak na 100%. Długo szukaliśmy, ale trzeba przyznać, że chyba znaleźliśmy przepis na weekend idealny. Nie do końca sami, bo szukaliśmy recepty w internetach. Pomógł nam niezastąpiony blog makulscy.com. To właśnie u nich znaleźliśmy inspirację do tej podróży (link do ich wpisu znajdziecie na końcu tekstu) Jak było? Zobaczcie sami 🙂 <3

góra sobótka – ręboszewo 

Ręboszewo – maleńka miejscowość położona przy tzw. Drodze Kaszubskiej, pomiędzy jeziorami Małe Brodno i Wielkie Brodno. To właśnie tutaj, na szczycie góry Sobótka, postanowiliśmy zakotwiczyć w ten weekend.

Podjazd na górę jest mega stromy i  zaskakujący, ale jak najbardziej możliwy. Na szczycie jest niewielki parking i nie lada atrakcja – piękny drewniany wiatrak – koźlak, który prezentuje się niezwykle urokliwie i romantycznie. Wiecie co jest najlepsze – to właśnie w nim mamy spędzić dwie najbliższe noce <3 Cudowna perspektywa! Tylko spójrzcie na ten widok <3

Nocleg w wiatraku? czemu nie! 

Noclegi w wiatraku zarezerwujecie bezpośrednio na stronie obiektu lub przez booking.com. Przy okazji – jeśli zamierzacie cokolwiek rezerwować na tym portalu, to odezwijcie się do nas na facebooku lub instagramie. Chętnie podzielimy się linkiem polecającym, a dzięki niemu otrzymacie (i my też) 5 dyszek zwrotu po zakończonej podróży. Drogą wszak nie chodzi, prawda? 🙂

A sam wiatrak? Miejsce idealne na sielski wypoczynek. Cisza i spokój. Wieczorem i rano byliśmy tu praktycznie sami. Bar czynny jest do godziny 20-tej, a później zapada tu błoga cisza, którą tak bardzo uwielbiamy <3

punkt widokowy na wiatraku

Polecamy odwiedzić też punkt widokowy, znajdujący się na najwyższej kondygnacji wiatraka. Pachnie tu drewnem, a z okien można podziwiać wspaniałe widoki na okolicę. No bajka. Tym bardziej, że pies może zwiedzać z Wami 🙂

Jezioro kłodno – zawory 

Prawda jest taka, że Kaszubski Park Krajobrazowy to teren na tyle malowniczy, że gdziekolwiek się nie wybierzecie, będziecie mogli nacieszyć oczy pięknymi widokami. Jeśli tylko lubicie spacery, te tereny są dla Was. Możecie iść gdzie tylko Was nogi i łapki zaprowadzą. Nas pierwszego dnia pognało do pobliskiej miejscowości Zawory. Wzdłuż brzegu jeziora Kłodno urządziliśmy sobie niemały spacer. Futrzaki były zachwycone, my też <3

PUNKT WIDOKOWY „ZŁOTA GÓRA” 

Nieco bardziej na południe od naszej kwatery znajduje się bardzo fajny punkt widokowy na Jezioro Brodno Wielkie – „Złota Góra”. Pierwszego dnia przejechaliśmy tędy czym prędzej, bo trafiliśmy akurat na huczną, coroczną imprezę o wdzięcznej nazwie Truskawkobranie. Dla naszych Futrzaków koncert Roksany Węgiel czy Grzegorza Hyżego nie wydawał się jakąkolwiek atrakcją 🙂 Za głośno i ludzi zdecydowanie za dużo. Wróciliśmy tu więc kolejnego dnia. Już przed południem nie było śladu po wczorajszej imprezie. A widok – sami zobaczcie 🙂

Postanowiliśmy również zejść nad jezioro, gdzie mieści się przystań żeglarska. Pieski są tu mile widziane, ale koniecznie na smyczy.

wieżyca – by poczuć się jak w górach 

Wieżyca jest najwyższym wzniesieniem Wzgórz Szymbarskich. Mierzy prawie 329 m n.p.m. a na jej szczycie stoi wieża widokowa. Auto najlepiej zaparkować na bezpłatnym parkingu leśnym, usytuowanym na drugim końcu czarnego szlaku turystycznego na szczyt.

Wieżyca leży na terenie Rezerwatu Przyrody, jednak bez problemu można tu spacerować z pieskami. Dojście na górę jest proste, a wręcz banalne. Naprawdę trudno tu o zadyszkę. Na wieżę bez problemu weszliśmy z pieskami. Wstęp kosztuje 8 złotych, pieski za darmoszkę.

Przez moment mogliśmy się poczuć jak w górach 🙂 Tym bardziej, że pogoda okazała się być zmienna, tak jak to zwykle w górach bywa. Chwila ze słońcem, chwila z deszczem, a na dodatek na szczycie wieży mocno wiało. No tylko te widoki jakieś takie bardziej płaskie 🙂 Ale ładne, naprawdę.

punkt widokowy jastrzębia góra

Ostrzyce to kolejna urokliwa miejscowość leżąca przy Drodze Kaszubskiej. Pomimo niewielkich rozmiarów miasteczko to uznawane jest za centrum turystyczne regionu. Spotkacie więc tutaj znacznie więcej turystów. Wycieczki, kolonie, obozy… Fajnie, ale na chwilę. Po sezonie jest tu pewnie znacznie spokojniej, ale w lipcowy weekend dosyć gwarnie. Za to jest mała plaża i molo, z którego wypływają na Jezioro Ostrzyckie wycieczkowe stateczki.

Na jezioro można też spojrzeć z góry. Warto się przespacerować na punkt widokowy Jastrzębia Góra, skąd rozpościera się przyjemny widok na okolicę.

Chmielno

Chmielno to kolejna słynna wieś letniskowa. Położna jest nad jeziorami Kłodno i Białym. Wzdłuż brzegów tego drugiego urządziliśmy sobie bardzo przyjemny spacer. Spodziewaliśmy się znacznie większej ilości turystów, a było niezwykle spokojnie. Być może to za sprawą zmiennej pogody tego dnia. Raz słońce, raz deszcz. Jak dla nas idealnie, ale domyślam się, że nie każdy lubi w środku lata zakładać kurtkę przeciwdeszczową.

Nad brzegiem Jeziora Białego znajdziecie też niezwykłą „Ławkę przyjaźni”, która jest symbolem partnerstwa Chmielna z niemieckim miasteczkiem Hamminkeln. Ławkę wykonano ze stali, według projektu lokalnej artystki. Jej oparcie przypomina rozłożyste drzewo. Warto tu choć na chwilkę przysiąść i rozkoszować się widokiem na jezioro.

Chëcz u Kaszëbë

Jak tu nie napisać w samych superlatywach o knajpce, która:

  • posiada wspaniały, zadaszony taras z widokiem na jezioro Białe
  • serwuje pyszne, regionalne potrawy (polecam rzucanki i grocholce)
  • ma niewygórowane ceny (serio – bardzo przystępnie)
  • bez problemu zaprasza w swoje progi ze zwierzakami <3
  • poza ludzkim posiada również psie menu, a sądząc po reakcji naszych Futrzaków, jest równie przyzwoite 🙂

Następnym razem trzeba będzie koniecznie zamówić dwie porcje kurczaka z marchewką. Futrzaki były zachwycone i niechętnie podzieliły się jedną miską  <3

Kochani, pakujcie plecaki i koniecznie jedźcie na Kaszuby! Niech roześmiane psie (i nasze) mordki będą najlepszym dowodem na to, że warto! 

Do zobaczenia na szlaku!

Ps. Jeśli chcecie przeczytać wpis Makulskich o ich wyprawie na Kaszuby, wrzucam Wam odnośnik do ich wpisu na blogu:

Kaszuby na weekend – letnia wersja hygge